Śniący mózg w butelce #647, czyli Mechanizm z Pasłęka

Wszyscy z Was słyszeli zapewne o Mechanizmie z Antykithiry(tych, którzy nie słyszeli odsyłamy do Wikipedii i Aetherpedii). Ale założę się o litr haustów truskawkowych, że nie słyszeliście o naszej, rodzimej, a do tego przebudzonej wersji tego mechanizmu. Już o to postarał się znany i lubiany zespół w postaci Facetów w Czerni i Cenzury… Na szczęście pośród Przebudzonych są tacy, którzy potrafią się przeciwstawić reżimowi ‚dni zamierzchłych’ i przekazać informację dalej. Dzięki ich relacji i naszemu wsparciu logistycznemu zdołaliśmy dowiedzieć się całkiem sporo o tym niezwykłym obiekcie.

Mechanizm z Pasłęka, bo tak roboczo określony został artefakt, jest mniej więcej wielkości piłki do koszykówki, w całości wykonany z drewna różnych gatunków (potwierdzono do tej pory: Quercus robur, Sorbus aucuparia, Taxus baccata, Salix alba, Diospyros ebenum, Araucarites sanctaecruci (sic!), oraz Salix yoshinoi; pięć innych gatunków nie zostało rozpoznanych mimo czynionych wysiłków). Zewnętrzna powłoka została wzmocniona za pomocą Materii do twardości powyżej skali Mohsa i zabezpieczona przed szkodliwym działaniem szerokiego spektrum czynników, z twardym promieniowaniem włącznie. Uzyskane za pomocą podstawowej manametrii odczyty przekraczają standardowe tło dla nasyconych obiektów o ponad 39 Merlinów, co czyni Mechanizm jednym z najpotężniejszych – według kryteriów nasycenia – obiektów magicznych. Ostrożne badanie za pomocą Materii i Sił nie zdołało przeniknąć zewnętrznej powłoki, dopiero wsparcie Pierwszą wysokiego kalibru pozwoliło na zbadanie wnętrza. Pod powłoką znajduje się układ misternych elementów mechanicznych zawieszonych w pluswymiarowej przestrzeni, co pozwala na osiągnięcie efektu eshersynchronicznego poszczególnych elementów (czytaj: zazębiają się i współdziałają bardziej, niż to możliwe w rzeczywistości). Zakładamy, że tylko taki rodzaj mechanizmu pozwolił na osiągnięcie odpowiedniej mocy obliczeniowej potrzebnej do zaawansowanej dywinacji geomantycznej, pozwalającej na przewidywanie najdrobniejszych przesunięć lini manicznych, oraz implementację działania pozostałych trybów artefaktu.
Testy przeprowadzone przed przejęciem artefaktu pozwoliły na wyciągnięcie czterech poniższych wniosków:
1. Mechanizm pozwala na przewidywanie przesunięć Linii Manicznych z iście naukową precyzją, na skalę zupełnie do tej pory niespotykaną. Nawet decyzja wpłynięcia na rzeczone linie podjęta pod wpływem odczytu jest brana pod uwagę i natychmiast nanoszona na mapę. Zasięg odczytu ogranicza się do obszaru między dwunastoma najbliższymi Węzłami i nakładany jest na przestrzeń w odległości około metra od powierzchni Mechanizmu za pomocą iluzji manicznej, do odczytania jedynie za pomocą magii sensorycznej pierwszego rzędu. Dokładność odczytu jest zatrważająca, a sploty linii projekcji wyraźnie odnoszą się do nieznanego systemu klasyfikacji rezonansu.
2. Drugim efektem uzyskanym przez przypadek jest możliwość ustawienia części ruchomych zewnętrznej powłoki w geometryczny kod. Uzyskana przez jednego ze znalazców kombinacja spowodowała długotrwałe wyłączenie grawitacji w promieniu 144 metrów (efekt wedle pomiaru utrzymywałby się przez dokładnie 79496847203390844133441536 sekund, jednakże przywrócenie obiektu do stanu pierwotnego po jego przejęciu pozwoliło na rozproszenie efektu za pomocą kombinacji podstawowego efektu Rozplatania z Pierwszej i Sił). Podczas aktywacji troje dysponujących zdolnością do manipulacją Pierwszej i aktywnym efektem sensorycznym pierwszego rzędu magów zanotowało wyraźne fluktuacje Many w okolicy. Dalsze badania miejsca incydentu przeprowadzone przez ekspertów ujawniło iż efekt nie był faktycznym działaniem artefaktu, a tylko efektem ubocznym przekonfigurowania linii manicznych w obszarze między dwunastoma najbliższymi punktami Węzłowymi w dodekagonalną siatkę. O mikrometrycznej dokładności. Nienaruszalną za pomocą żadnej znanej magii. Nie wpływającą na sąsiednie linie bez zakrzywiania przestrzeni. A skomplikowanie i moc mechanizmu pozwalają wnioskować, iż jest to tylko jeden z wielu możliwych do osiągnięcia efektów. Zgadnijcie ile jest możliwych kombinacji…
Obecnie teren ten jest objęty kwarantanną, a o kontrolę nad nim toczy się cicha wojna między Garniturami, Maskami i Cenzurą. Mundury postanowiły pozostać neutralne w tej zadymie. Przynajmniej któraś z czterech frakcji miał głowę na karku…
3. Artefakt potrafi pobierać manę z otoczenia, wywołując lokalne, długotrwałe zawieszenie pewnych aspektów rzeczywistości (czy Gobelinu, jeśli wolicie terminologię czwórcy). Nie wiem jak was, ale mnie to przeraża.
4. Żadna z atlantejskich, czy postatlantejskich kultur nie mogła wytworzyć tego obiektu, został on więc roboczo przypisany zamieszkującym na terenie obecnej Polski „dzikim magom”, z którymi ponoć walczyli atlanteanie. Jesteśmy skłonni przychylić się do tej konkluzji, bo to draństwo za Chiny ludowo-demokratyczne nie mieści się w atlantejskich kanonach magii.

Czekamy na wasze pytania, sugestie i propozycje. I na oburzone pyskówki cenzury i zawoalowane groźby bezpieki. Prawda Będzie Wolna!

Reklamy

Mistyczne Trójmiasto – Godwinowska Przygoda Osmusa i Tomka

Był spokojny zimowy poranek na tydzień przed Przesileniem Zimowym (i świętami). Wyjątkowo obfite opady śniegu sparaliżowały Trójmiasto i pokryły je grubą warstwą bieli. Nie zniechęciło to Obrimosa Osmusa (Tymon), który postanowił wywiązać się ze swojej roli w Kabale Świtu i zajął się „znaczeniem terytorium” za pomocą magii Pierwszej i pieczęci kabały. W tym samym czasie Thyrsus Tomek (Owca) w zaciszu znajdującego się pod Sanktum kabały bunkra zajmował się analizowaniem posiadanych pamiętników Semiramidy, licząc na znalezienie w nich jakiejś wskazówki, która pozwoliłaby pochwycić trop Królewskiego Towarzystwa Magicznego i zlokalizować jego siedzibę. Reszta kabały była praktycznie niedostępna: Moros Alchemik (Kacper) zamknął się w swoim laboratorium, Acanthus Ciężki Los (Jot) patrolował dzielnicę w towarzystwie trzech ex-Łowców, których kabała przyjęła pod opiekę, a Obrimos 44 (Wojtek) opiekował się dwojgiem najmłodszych członków kabały – Obrimos Melodią (BN), która w wyniku perypetii związanych z egzaminem uległa poważnemu wyładowaniu paradoksu i popadła w obłęd, oraz ocalonym ze służby Niszczycielowi i Przebudzonym w wyniku wydarzeń podczas egzaminu Mastigosem, który tymczasowo przyjął imię „Y”.

Po kilku godzinach pracy (i całym dzbanku kawy) jego badania przyniosły częściowy rezultat. Udało mu się wywnioskować z zapisków Semiramidy gdzie mogło znajdować się Sanktum jednego z jej towarzyszy. Jak się okazało, była to „leśniczówka o zabawnej, zważywszy na okoliczności, nazwie” – szybka konsultacja ujawniła, iż chodzi o Zaklęty Zamek, Źródło którym opiekuje się kabała Res Magica. Res Magica uzyskała opiekę nad nią w wyniku afery z Ohydą, jako reparacje za odniesione krzywdy z łap potwora uwolnionego ze zbiorów Giełdy Osobliwości. Po uzyskaniu tych informacji Tomek wrócił na górę, zwabiony dawno niesłyszanymi dźwiękami – Melodia wróciła do ćwiczenia gry na skrzypcach w salonie, gdzie zebrała się reszta zasłuchanych domowników.

Telefon do siedziby Res Magica przyniósł natychmiastowe i pozytywne efekty – Lokaj, Serce kabały zaprosił ich do siebie bez żadnych oporów, deklarując gotowość do przedyskutowania sprawy na miejscu. Po upewnieniu się, że reszta kabały jest bezpieczna, Tomek wyruszył w drogę, przy okazji zabierając ze sobą Osmusa. Zanim jednak wybrali się w odwiedziny do kabały Res Magica czekały ich dwa przystanki.

Pierwszy z nich dotyczył kwestii grupy określającej się mianem „Towarzystwa Nauk Ezoterycznych”, której to przedstawicieli Tomek i 44 spotkali jeszcze przed Przebudzeniem. Krótka rozmowa z trójką „ezoterycznych” werbowników przyniosła rozczarowanie. Co prawda każde z trojga miało styczność z nadnaturalnym („naukowiec” nosił ślady nie-przebudzonej magii, skacowany osobnik okazał się być medium, zaś dama o „nieodpartym uroku osobistym” korzystała ze znajomego już Tomkowi rodzaju uroków), ale ostatecznie rozmowa przekonała magów Misterium, że mają do czynienia z Labiryntem Strażników Zasłony. Werbownicy zostali zbyci obietnicami kontaktu, jeśli bohaterowie zdecydują się na współpracę (po raz kolejny).

Jako drugi przystanek Tomek obrał siedzibę kabały Archeomantów, której członkiem i nieformalnym przywódcą był jego zwierzchnik, Pierwszy Cenzor Sumeryjczyk. Jak się okazało, Lunatyk, który otworzył im drzwi zaprosił obu gości od razu do środka, gdzie przyjął ich Sumeryjczyk (a potem także z pozostałych Archeomantów Ikona i Kret). Sumeryjczyk bez zająknienia rozwiązał zagadkę szyfru Semiramidy i rozpoznał obie zaszyfrowane w drugim tomie jej pamiętników Roty (jedna z nich była mało spotykanym wariantem magii Ducha), oraz udzielił kilku drobnych rad i wskazówek w kwestii poszukiwań i negocjacji z Res Magica. Przy okazji gracze doszli do ciekawych wniosków w kwestii ciasta, którym częstowani byli co i rusz w gościnie i nie tylko (mana brownies rozdawane przez Radę Niezależnych).

 Tymon: Magowie lubią ciasto, bo jest PYSZNE!

 Siedziba Res Magiki okazała się być willą na przedmieściach Sopotu. W jej progu przywitał magów Lokaj – przed przebudzeniem prawdziwy Lokaj w służbie maga – rozładowując atmosferę żartem. („Jaśnie Państwo zaraz zejdą.”) Zaproszeni do środka spotkali również Sorbonę, która okazała się być młodą, nastoletnią dziewczyną, chociaż podczas procesu poznali ją jako starszego, dostojnego mężczyznę. Jak się okazało ta transformacja była skutkiem ubocznym działania pierścienia, będącego symbolem i przywilejem urzędu sędziego Consilium (który obejmowała podczas obecnej kadencji), który zapewniał jej ochronę i anonimowość magiczną, ale jednocześnie zmuszał do przyjęcia postaci na obraz i podobieństwo twórcy przedmiotu. Po tym krótkim objaśnieniu goście zostali zaproszeni do salonu, gdzie dołączył do nich po chwili także Seneka, który po staroświecku przywitał ich ukłonem i okazaniem Nimbu maga. Po wyłuszczeniu sprawy ukrytego Sanktum obaj magowie spotkali się z aprobatą i zainteresowaniem ze strony gospodarzy – wyraźnie porozumienie było możliwe bez uciekania się do politycznych zagrywek i nacisków.
Jakiś czas później w trakcie negocjacji pojawiła się także Mirt, która przejęła je energicznie i z wdziękiem, jednocześnie informując klienta przez telefon, iż musi odmówić. Okazało się iż owym klientem był jeden z byłych członków Zgrai, który chciał oskarżyć kabałę Świtu o zamach na jego Prawdziwe Imię. Tomek i Osmus wyjaśnili okoliczności ich uzyskania od Śpiących, którzy nie mogli być świadomi konsekwencji i sprawa została uznana za drobiazg, a obie kabały wróciły do negocjacji.

Ostatecznie stanęło na tym, iż kabała Świtu zgodzi się na „wypożyczenie” na krótki czas (w celu przeprowadzenia pewnych badań magicznych z udziałem magii Sił i muzyki) Melodii o ile ta zgodzi się i okaże w stanie wziąć w nich udział(same badania mają także mieć zbawienny wpływ na jej stan), a jeśli to nie będzie możliwe, formalnie poprzeć i objąć (przez Ciężki Los) przedstawicielstwo i patronat dla formującej się organizacji Apostatów w Consilium (której przeciwnych było dwóch Radców). Przy okazji pozostawiono furtkę dla przyjęcia tej drugiej opcji dodatkowo, w zamian za otwartą kwestię przysług ze strony kabały Res Magica. Dodatkowym ustępstwem ze strony gospodarzy była też zgoda na wstępne oględziny miejsca przewidywanej lokalizacji Sanktum.

Po ostatecznym dopięciu wszystkiego na ostatni guzik i zakończeniu negocjacji i powrocie do siedziby w celu przeprowadzenia szybkich przygotowań obaj magowie wyruszyli w stronę Zaklętego Zamku. Tuż przed dotarciem na miejsce napotkali mercedesa wbitego w zaspę, obok którego czekała Mirt w towarzystwie młodzieńca, który przyjął imię Nikolaosa. Jak się okazało utknęli na dobre podczas próby przebicia się przez śnieg. Dla Tomka i jego wiernego Ram’a nie było to żadne wyzwanie. Ciężki terenowy wóz z domontowanym dodatkowo pługiem (był w zestawie „podróżnym”) bez trudu przebił się przez zaspę, a nawet oczyścił niewielkie miejsca parkingowe przy leśniczówce.

Zanim jednak magowie dotarli do niej, nadludzkie zmysły Tomka pozwoliły mu bez trudu zauważyć coś bardzo, bardzo niemiłego.

KotMG: Owca, rzuć sobie na Percepcję.
Tymon: A ja nie mogę? Mam trzy kropki…
KotMG[przerywając]: Masz tylko jedną… [Owca zdaje test] ale o tym zaraz.

Na szczęście kropka celownika laserowego zdradziła snajpera i Thyrsus zdołał odepchnąć towarzysza z linii strzału, prosto pod osłonę zaspy śnieżnej pod ścianą leśniczówki. Napastnicy otworzyli do niego ogień z broni palnej, ale żaden z pocisków nawet nie trafił chronionego podwójną Tarczą maga, a pociski rykoszetujące od samochodu (i rysujące lakier i szyby Dodge’a) tylko go rozwścieczyły. W międzyczasie Osmus zdołał spleść zaklęcie, które rozszerzyło spektrum jego zmysłów o podczerwień, co z kolei dało mu możliwość namierzenia i wskazania pozycji napastników. Mirt dołączyła do niego pod osłoną leśniczówki, a Nicolaos zniknął w bardzo dosłowny sposób.

Dzięki asyście Obrimosa Tomek zdołał namierzyć i celnym – i przeładowanym z niewiadomych powodów w obecności Źródła – zaklęciem Ducha zdezintegrować snajpera (co Osmus zaobserwował jako przejście ze stanu żywego celu, w stan półpłynnego, szybko stygnącego obłoku krwi i strzępów ciała).
W odpowiedzi nieujawniony do tej pory wrogi mag cisnął w nich bardzo nietypową kulą ognia, której efekt zasilany był energią wysysaną z otoczenia. Kula ognia chybiła przyglądającego się efektowi jej działania w podczerwieni Osmusa, sublimując znaczącą część zaspy w chmurę przegrzanej pary, która całkowicie zasłoniła pole widzenia (przed samą parą osłoniły Osmusa zaklęcia Tarczy). Nim stygnąca i zamarzająca z wolna chmura zrzedła, wrogi mag zniknął z pola widzenia, za to swoje krwawe żniwo rozpoczął Żelazny, chowaniec Tomka. Nawet doskonale wyposażeni i wyszkoleni żołnierze nie byli w stanie stawić czoła stalowym szczękom szczenięcia Żelaznego Wilka. Ostatecznie po zakończeniu potyczki przetrwał tylko jeden z nich (jednak Żelazny jednym kłapnięciem pozbawił go obu rąk)… Ten sam, który strzałem z granatnika zniósł krawędź dachu i zasypał oba samochody, oraz częściowo magów deszczem rozżarzonych kropel białego fosforu. Osmusa i Tomka osłoniła przed nim magia Tarcz, jednakże oba samochody odniosły pewne szkody – w przypadku Dodge’a tylko w lakierze i śladach na szybach, ale mercedes powoli zaczął groźnie dymić. Nim jednak żar zdziałał cokolwiek strzelec z granatnikiem zwrócił się przeciwko Tomkowi, by posłać mu pod nogi granat. Thyrsus rzucił mu pełne gniewu spojrzenie, które wystarczyło by nawet zaprawiony w bojach weteran stracił rezon… i posłał pocisk w najbliższy inny cel. Którym oczywiście był Mercedes należący do kabały Res Magica. Pocisk przebił się przez karoserię i detonował wewnątrz, wywołując potężną eksplozję. Tomka ochronił przed nią jego wierny wóz, jednakże Osmus i Mirt byli o kilka kroków od wybuchającego samochodu, bez żadnej osłony.

W ostatniej chwili Obrimos zdołał zaimprowizować – dzięki doskonałemu zgraniu zgrabnego, naukowego Imago i aktywnej termowizji – zaklęcie, które skierowało falę energii cieplnej z eksplozji na boki, oraz zasłonić Mirt własnym ciałem. W ten sposób ocalił jej życie(chroniąca ją Tarcza Umysłu nie zadziałała by na eksplozję samochodu), samemu odnosząc poważne rany i przeżywając jedynie dzięki magicznym Tarczom i eksperymentalnemu pancerzowi, który opracował wspólnie z Alchemikiem.

W tym wyjątkowo mało dogodnym momencie zza rogu leśniczówki wyłonił się wrogi mag. Okazał się on być czystym aryjczykiem typu nordyckiego – niebieskookim, kwadratowoszczękim i blondwłosym – w białym mundurze SS. Chroniony trzema Tarczami napastnik przygotował się do dokończenia dzieła zniszczenia, jednakże Osmus zdołał zdjąć jedną z jego tarcz, a Tomek posłać w niego zaklęcie, które jednakże nie przyniosło zbyt wielkiego efektu. Rozproszona tarcza Pierwszej implodowała, zalewając okolicę falą uwolnionej many, którą nazista wplótł w zaklęcie (a której część pochłonął w jakiś sposób Osmus, przez co zwrócił się mu koszt rozproszenia Tarczy wroga), a oczy wroga zapłonęły Znakiem Paradoksu – żywym ogniem, który opalił mu brwi i włosy i podpalił daszek czapki. Rozwścieczony nazistowski mag podniósł ręce (tak, a’la Goku), aby zebrać z otoczenia energię na zaklęcie mające spopielić wrogów. Temperatura w okolicy spadła gwałtownie, kilka okolicznych drzew pękło od mrozu, a powietrze wokół dłoni wrogiego Obrimosa zaczęło zamarzać, zaś aura nazisty zapulsowała od znamion Otchłani wskazujących, iż sięgnął on po moce, o których zdrowym na umyśle Przebudzonym nawet się nie śniło… Obaj magowie Świtu nie mieli dość czasu by zareagować na ogromną kulę plazmy, która miała dokończyć ich żywota (i zdewastować okolicę). Wydawało się, że sytuacja jest tragiczna…

… kiedy do akcji weszli Mirt i Nikolaos, do tej pory planujący dzięki mentalnemu połączeniu i czekający na odpowiednią chwilę, by wejść do akcji. I zrobili to – Mirt mentalnym uderzeniem zerwała koncentrację przeciwnika, a Nikolaos osłonił całą trójkę splataną od dłuższej chwili tarczą Sił. I w samą porę, bo kula plazmy spaliła nazistę i wytopiła sporą dziurę w podłożu, jednocześnie zapalając wszystko w najbliższej okolicy, ale tylko po drugiej stronie tarczy. Po napastniku nie został nawet ślad (tu wstaw żart o butach), a wyładowanie Paradoksu porwało na strzępy nici Gobelinu odpowiadające za Siły.

Kiedy opadł bitewny pył, a rany Osmusa zostały prowizorycznie opatrzone, Tomek postanowił sprawdzić, czy któryś z napastników nie przeżył. Udało mu się ocalić jedynie pozbawionego rąk grenadiera, nim jego uwagę przykuło co innego. Osmus, który „paradował” z wielkim odłamkiem wspornika dachu przebijającym mu bark i odłamkiem karoserii w łydce (w tych warunkach Thyrsus nie odważył się ich usuwać) usiadł na pace Dodge’a… który nagle zapadł się częściowo pod ziemię. Mirt i Nikolaos zdążyli złapać Obrimosa w ostatniej chwili, ten zaś zdołał nie zemdleć z bólu. Tomek pospieszył na pomoc i wspólnymi siłami wydobyli z jamy poszkodowanego. Jak się okazało, zniszczenia i potężne wahania temperatury osłabiły prowizoryczną osłonę wejścia do prywatnego Sanktum jednego z członków Królewskiego Towarzystwa Magicznego (co wyjaśniło, dlaczego prowadzone przez Res Magica badania magią Przestrzeni w leśniczówce nic nie ujawniły). Nim jednak Tomek zabrał się za eksplorację nowego znaleziska na pobojowisku pojawili się członkowie Straży Consilium…

Poza wyraźnie niepotrzebnym (poza transportem) Mastigosem Janem Kowalskim i wyraźnie zadowolonym z możliwości dokonania badań i pomiarów Morosem Pustym (Rada Niezależnym) nikt ze Strażników nie był zadowolony z konieczności ingerencji. Po raz kolejny w sercu katastrofy (chmura przegrzanej pary w kształcie grzyba i płonący las nie pozostały niezauważone) byli członkowie Świtu i nawet napaść „magów hitlera” ich nie usprawiedliwiała. Po udzieleniu pomocy medycznej (i usunięciu odłamków blachy) Osmusowi cała czwórka została odesłana „do domów”. Gdyby to miało zależeć od wyjątkowo wściekłej Justycji, byłoby to także bez kolacji i ze szlabanem na spacery.

Tomek i Osmus zapakowali się do poznaczonego ogniem i kulami wozu (nie pomyśleli o tym drobnym szczególe zupełnie) i wyruszyli do swojego Sanktum, odstawiając przy okazji wstrząśniętą Mirt i wyczerpanego Nicoalosa do ich siedziby. Pozostali członkowie Res Magica okazali zaskakująco dużo zrozumienia i pewną dozę wdzięczności, a sama Mirt wręczyła Osmusowi nabazgraną wizytówkę w zalakowanej kopercie, którą przygotowała na poczekaniu. Kiedy obaj magowie wrócili do swojej siedziby przywitała ich kolejna napaść – tym razem w postaci spanikowanej i rozwścieczonej Melodii. Na szczęście Tomek udowodnił, iż nie bez powodu obrano go Sercem kabały i zdołał ją uspokoić. Zapadł zmrok, a zmęczeni magowie udali się na spoczynek, myśląc o wszystkim co się wydarzyło i zastanawiając skąd tym razem wzięli się „naziści” (których mundury nosiły naszywki z zaokrągloną swastyką i odznaki „Leibstandarte Heinrich Himmler”), kiedy będą mogli zapoznać się z odkrytym Sanktum i czy jego zawartość naprowadzi ich na trop siedziby Królewskiego Towarzystwa Magicznego i tajemnicy losów Semiramidy i jej towarzyszy…

Wykłady z Magozofii Profesora Telewala #1 – Rzecz o Duszy

Wykłady z Magozofii Profesora Telewala #1 – Rzecz o Duszy

-Czym jest Dusza? Co do tego dwóch mędrców jak dotąd nigdy nie było skłonnych się zgodzić. Mimo wszystko jednak wiemy o naturze Duszy całkiem sporo. Wiemy na przykład, że Dusza jest iskrą, która czyni ciało i umysł człowieka żywy. Bez Duszy – a uwierzcie mi, są istoty, które potrafią ją skraść – Człowiek, nawet Przebudzony jest tylko wrakiem, powoli wypalającym się z uczuć i myśli. Może trwać nawet przez lata, ale jest to wegetacja na wpół żywej istoty, zapominającej szybko jakie to uczucie być Człowiekiem. Niestety, najsilniejsze – czyli zazwyczaj najgorsze – uczucia odchodzą najpóźniej, a ofiara zachowuje pamięć i świadomość do samego końca. Co oznacza, że cały spryt i intelekt, jaki posiadali nie jest ograniczony moralnością i sumieniem… Niektórzy tracą w tej sytuacji rozum i człowieczeństwo – wiele bezsensownych zbrodni popełnianych jest przez żywe trupy pozbawione duszy. Niestety, większość morderców nie ma takiego wytłumaczenia, statystyki zbierane przez naszych kolegów z Rady Niezależnych wahają się od trzech do pięciu bezdusznych na stu Śpiących popełniających ciężkie przestępstwa.
Telewal podchodzi do laptopa i uruchamia filmik, wyświetlany na dużym ekranie LCD służącym również za tablicę.

>>>Odtwarzane: ~bezduszy.mkv<<<
Zaniedbany, przedwcześnie postarzały mężczyzna, skulony w pozycji płodu na łóżku w pozbawionym mebli pokoju. Nie wygląda najlepiej – jest jakby poszarzały, znajduje się na skraju katatonii, a jego twarz nie wyraża absolutnie niczego.
-Spoza ekranu: Czy pamiętasz, jakie to uczucie Czynić Magię?
Mężczyzna wygląda zza swoich kolan, jego twarz wyraża absolutną rozpacz, wykrzywiona niemal nieludzkim grymasem bólu.
Mężczyzna: Zapominam! Boże, zapominam!!! (okrzyk rozpaczy, aż do granicy możliwości ludzkiego gardła)
>>>Koniec nagrania<<<

Telewal odchodzi od ekranu, który gaśnie. Widać na jego spokojnej twarzy cień emocji.
-Pacjent, którego widzieliście niestety już nie żyje. Odebrano mu Duszę i wraz z nią utracił możliwość czynienia Magii. Niestety, mimo usilnych starań nie udało się jej odzyskać. Prawdopodobnie została pochłonięta przez którąś z istot uważających Dusze za przysmak, szczególnie Przebudzone. Również Przebudzeni posiadają możliwość manipulacji Duszą, jednakże nie będę się zagłębiał w szczegóły. Jeszcze dziś Mandaryn wspomni wam jakie są konsekwencje… prawne zajmowania się takimi ohydnymi praktykami.
Wykładowca zdejmuje okulary, przeciera czoło i sięga po szklankę z wodą, wypijając ją na raz. Okulary wracają na swoje miejsce a Telewal kontynuuje.
-Dusza jest czymś więcej niż tylko nieuchwytną i nienamacalną ideą. Można ją stracić. Można też ją zszargać i zabrudzić. Najprostszym sposobem na to jest kontakt – potencjalnie jakikolwiek – z Otchłanią. Wyjaśniono wam już, czym jest i dlaczego należy się jej wystrzegać?
Pełne napięcia milczenie z sali. Jedno ciche ‚Nie.’ ze strony jednego ze studentów.
-Więc będzie to przedmiotem zajęć z Supernologii. Ja powiem wam tylko tyle – dopóki nie odbierzecie swojego dyplomu i gratulacji od Rady i Hierarchy, unikajcie jakiegokolwiek kontaktu z Otchłanią. Pozostawcie to tym, którzy musieli skazić się wiedzą i kontaktem walcząc z nią. I na bogów, dziękujcie Wyroczniom, że nie Przebudziliście się w Warszawie.
Uśmiecha się pod nosem patrząc na reakcje słuchaczy. Machnięciem ręką zbywa pytania z sali i kontynuuje.
-Duszę można również uszkodzić, lub nadwątlić korzystając z pewnych zakazanych praktyk magicznych, których nie będę nazywał – winniście jedynie wiedzieć, że są zakazane i okryte tajemnicą dla waszego własnego dobra. Taką skazę możecie rozpoznać i trudno się pomylić w tej materii. Jeśli kiedykolwiek zdarzy wam się zauważyć coś takiego, chociażby u Śpiących, musicie to zgłosić natychmiast Strażnikom Zasłony, lub w ostateczności Straży Consilium, lub swojemu Mistrzowi…

Osobistości i Osobliwości – Antykwariusz

O Antykwariuszu wiadomo tylko jedno – jest zagadką. Nawet jego imię jest tylko przezwiskiem, jakie nadał mu pewien zawistny liberntyn, od którego ów mag odkupił (za słoną cenę) księgę, która okazała się otchłannym daimononiconem (dla którego Misterium wybudowało solidną kryptę). Wędruje on po całym świecie, w sobie tylko znanych celach, czasami odwiedzając jakiś caucus, czy ateneum.

– Nie ma kogoś takiego. To spisek Misterium mający na celu werbowanie naiwnych idealistów z innych zakonów. Założę się, że jest w to zaplątanych paru wysoko postawionych ‚sekretarzy’, zapewne [spluwa] cenzorów. Jak dla mnie, nie ma sprawy. Baba z wozu…

Talkshow, dyżurny Giełdy nowojorskiej Rady Niezależnych

Jego odwiedziny zawsze miały wielką wagę – niekiedy dostarczał on jakiś przedmiot, czy księgę, innym razem przynosił ostrzeżenie, lub też nawet przyprowadzał ze sobą nowo Przebudzonego maga. Jednakże podarunki niosły ze sobą wielką tajemnicę, albo zagrożenie, ostrzeżenie zwykle dotyczyło spraw mogących zagrozić lokalnej społeczności Misterium, lub nawet całemu Consilium, zaś wszyscy wprowadzeni przez niego w społeczność Przebudzonych wykazali się wielkim talentem, albo Przeznaczeniem, które popychało ich do rzeczy wielkich (i przynoszących wielką korzyść Przebudzonym).

– Tak, spotkałam go. Raz tylko. Tej samej deszczowej nocy, której Przebudziłam się, uciekając przed policyjnym patrolem. Wyjaśnił mi wszystko, a policjanci poczęstowali mnie gorącą kawą, kanapkami i okryli płaszczem. Mówił do mnie w Wysokiej Mowie, a ja rozumiałam każde słowo. Do dziś rozumiem, chociaż nikt nie wie dlaczego. Policjanci śmiali się i gawędzili z nim, jakby był ich dziadkiem… Myślę, że on był Autorem. Wyrocznią, która wspiera nas w walce z Kłamstwem

Sensatea, Strażniczka Przysiąg, Acanthus Misterium

Antykwariusz jest magiem Misterium, który osiągnął Mysteriorum Focus, a niektórzy twierdzą, iż jest on jednym z tych, którzy osiągnęli jeszcze wyższy poziom wtajemniczenia (chociaż oficjalnie nie ma takiego). Większość wysoko postawionych magów Misterium zna opowieść świeżo mianowanego podówczas Hierofanty z Tunisu, który rozmawiając z Antykwariuszem zauważył, iż ten posługuje się nieznanymi mu słowami-kluczami i gestami, które wyglądały na autentyczne i idealnie wpasowywały się w znane mu symbole. Nie lekceważą tych podejrzeń, gdyż ów Hierofanta w ciągu dziesięciu lat badań odkrył kilka z tych symboli zakodowanych w na wpół zapomnianych zwojach z kilkunastu Ateneów (co zostało niepodważalnie potwierdzone przez kilku ekspertów, także z wrogiego Tunisowi Egiptu).

-Misterium? Chyba żartujesz. Rozmawiał z naszym Hierarchą, jakby był jednym z nas, nawet wyższej krwi, niż rozmówca. Ale ja tego nie powiedziałem.

Perseusz, Obrimos Srebrnych Szczebli

Jego Mądrość jest również legendarna. Osoby, którym udzielał osobistych porad i lekcji zawsze były niedoceniane przez swoich kolegów po fachu – mówi się, że w ich sercach i duszach nie gościła pycha, ale też i nie mieli ambicji politycznych. Większość z tych magów obecnie cieszy się wielkim szacunkiem, a niektórzy nawet piastują ważne stanowiska, zawsze mądrze i odpowiedzialnie. Ci nieliczni, którzy nie są poważani, zginęli zwykle z honorem, jednakże niewielu wie o prawdziwej wadze ich poświęcenia…

– Jest kabała Adamantowych Strzał, która złożyła mu Przysięgę i od kilkunastu lat walczy z nieznanym zagrożeniem. Czymkolwiek ono jest, nie daje im chwili wytchnienia, ani też nie chcą o nim mówić – złożyli nawet śluby milczenia, by nie zdradzić się niczym nawet przypadkiem.  Widziałem ślady ich walk i jestem zdumiony, że żaden z nich dotąd nie zginął…

31, Thystus Adamantowych Strzał, Strategos z Seattle

Wielu magów postanowiło odszukać Antykwariusza, jednakże żaden z nich nie przyznał, by mu się to powiodło. Większość z nich twierdzi, iż poszukiwania zdawały się być próbą, jednakże każdy z nich milczy o szczegółach. Wnikliwy badacz może z łatwością, ale i zdumieniem zauważyć jak wielu z tych poszukiwaczy porzuciło swoje pierwotne powołanie, by wstąpić w szeregi Misterium. Wyraźnie – zgodnie z regułami zakonu – milczą, nie mogąc skłamać. Moc i wiedza tajemniczego maga z pewnością są ogromne – świadczą o tym zarówno sekrety, które zdradzał, jak i magia, którą czynił.

– Chcecie tajemnicy? Proszę bardzo. Ów mag zwany Antykwariuszem korzystał z trzech Arcymistrzowskich efektów Arkanów. Dwa z nich były Głównymi jego Ścieżki, zaś trzecie – Przeciwstawnym. Oto i tajemnica…

Yokki, Strażnik Zasłony z Oslo

 

Antykwariusz może wyglądać dowolnie, w zależności od tego jakie wrażenie chce osiągnąć MG, jednakże zwykle jest on mężczyzną, około pięćdziesiątki, przypominając odrobinę Sir Seanna Connery’ego. Zawsze z książką i bez żadnego bagażu, czasami nosi ze sobą stary brązowy parasol, niekiedy ma staromodne okulary w rogowej oprawie, ale nie sprawia, by ich potrzebował. Ma się pojawić w kampanii nie jako deus ex machina, albo twardziel mistrza gry, a jako tajemniczy mistrz, który jest poza problemami kampanii i nigdy nie dotyczy go mechanika gry. Jeśli MG zamierza wprowadzić jakiś cenny sekret, nową rotę, przedmiot, czy chociażby obdarować graczy wskazówkami dotyczącymi fabuły, może wykorzystać do tego Antykwariusza. W szczególności, jeśli gracz zachował początkową Mądrość, odzyskał straconą, lub bardzo stara się ją odzyskać, albo też jeśli dokonał czegoś niezwykłego i niebezpiecznego, a jego poświęcenie nie zostało zauważone i/lub docenione przez miejscową społeczność magów (lub nawet kolegów z drużyny). Jeśli nagrodą będzie Rota, magiczny przedmiot, lub wiedza, powinny być one spoza podręcznikowych zasad. Najlepiej jest wyszukać coś dobrego w internecie, chociażby na Shadownessence.

– Kimkolwiek by nie był, jestem mu winien więcej niż życie. Ocalił moje ciało, umysł i duszę. Gdyby nie on, nadal byłbym niewolnikiem Otchłani. Dlatego radzę ci, jak przyjacielowi. Nie idź dalej tą ścieżką… Inaczej będę musiał cię powstrzymać. A nie jestem magiem wielkiej Mądrości, jak on i nie będę w stanie zrobić tego inaczej, jak siłą. I pamiętaj. Ja wiem, czego szukasz. Ja wiem, co możesz znaleźć. Nie idź tą drogą…

Pątnik, apostata