Kocia Muzyka – Głos Drugi na Zburzonym Kominie

I – Disclaimer: W tym odcinku Kociej Muzyki znajdziecie pięć zespołów/projektów w kategorii, którą określiłem jako ‚klimaty wojenne’ z prozaicznej przyczyny – taką nazwą są oznaczone w moich zbiorach. Jako że ‚erpegowa’ przydatność tego zbioru będzie dużo większa, jako próbkę wrzucam po jednym wybranym utworze z każdej z płyt, jakimi dysponuję, co może nieco mocno ograniczyć czytelność notki, stąd proszę was o cierpliwość i wyrozumienie.

II – Klimat: Wojenne

A Challenge of Honour:
Holenderski projekt, grający muzykę w gatunkach „Martial Industrial” i „Neofolk” (chociaż ja osobiście nie pokusiłbym się o jej szufladkowanie, jest bardzo specyficzna). Przy jej tworzeniu mocno opierają się na samplach m. in. z filmów (np. w jednym z utworów z płyty The Right Place znajdziemy też Litanię Przeciw Strachowi z Diuny Lyncha), recytacjach poezji (np. Poe w utworze Raven z płyty Only Stones Remain), ale także z innych, bardziej nietypowych źródeł – np. przemówień, fragmentów kronik wojennych i audycji radiowych z czasów wojen światowych. Większość utworów z posiadanych przeze mnie trzech płyt – The Right Place (Martial Industrial), Monuments (Neofolk) i Only Stones Remain (mieszana) – mogę określić jako niepokojąco spokojną, lub niepokojąco agresywną, co czyni ją doskonałym tłem sesyjnym, jeśli tylko odpowiednio ją posortować. Kilka z nich doskonale nadaje się na tło muzyczne do walki, nie tylko w klimatach wojennych.


Ghosts of Breslau
:
Zapowiadałem w poprzednim odcinku muzykę wywołującą z lasu Godwina. Oto i ona – Ghosts of Breslau. Polski projekt, którego gatunku muzyki nie potrafię nazwać (chociaż z pewnością oscyluje w okolicach Dark Ambientu). Z całą pewnością zasługuje na swoją nazwę, wywołując przy pomocy ambientu, dysharmonii i sampli rodem z goebbelsowskiej propagandy upiory drugiej wojny światowej. O ile Challenge of Honour robiło to dość subtelnie i w niepokojący sposób, o tyle Ghosts of Breslau wciska nam się w uszy z nazistowskimi pozdrowieniami skandowanymi przez tłumy, pieśniami propagandowymi i marszami, przemieszanymi z drażniącymi uszy dźwiękami na potęgującym napięcie tle. Oczywiście nadaje się do sesji drugowojennych, ale raczej tych, które mają przywoływać uczucia grozy, niepokoju, czy nawet niesmaku. Dużo bardziej szarpie nerwy wyłaniająca się z ambientowych odmętów „Horst Wessel Lied”, niż najgroźniejsze porykiwanie mrocznych bestii. Doradzam ostrożność w korzystaniu z tego tła, bo co bardziej wrażliwi gracze mogą mieć potem niezbyt miłe wrażenia z sesji.
Prawo Godwina Ghosts of Breslau przywołuje bardzo bezpośrednio, posłuchajcie sobie utworu Monsters załączonego poniżej – występuje tam sam „malarz pokojowy”.

Turbund Sturmwerk:
Kolejny przykład muzyki ciężkiej do zakwalifikowania, ponieważ mimo dość długiego przekopywania sieci w poszukiwaniu informacji o tym zespole z Norynbergi spotkałem się z kilkoma różnymi klasyfikacjami. „Experimental/industrial” to bardzo niewiele mówiąca ale bardzo dobra łatka dla Turbund Sturmwerk. W niektórych aspektach jest podobna do Ghosts of Breslau, bo w tle niektórych utworów (przynajmniej na płycie „Turbund Sturmwerk”) możemy usłyszeć echa nagrań z czasów II Wojny Światowej – zarówno propagandy mówionej, jak i śpiewanej. Ale nie tylko – są tam też akcenty bardziej egzotyczne, jak utwór zatytułowany „Hagakure„, zadedykowany Yukio Mishimie. Druga posiadana przeze mnie płyta tego zespołu zatytułowana „Weltbrand” jest równie różnodrodna, chociaż w jej przypadku możemy spokojnie mówić o powtarzających się monotonnie motywach przewodnich w utworach i dominujących instrumentach. Nadal jednak wykorzystywane są stare nagrania, nie tylko w języku Goethego, czy recytacje które zapewne są dziełem zespołu, a utwory są na przemian spokojne i agresywne. Dość łatwo dobrać z nich coś dla każdego, pod warunkiem że sesja odwołuje się do pewnych motywów. Tym razem bardziej subtelnych, obejdzie się więc bez Godwina.
Poniżej znajdziecie dwa kolejne utwory tego zespołu, tym razem są zalinkowane na LastFM (przepraszam za to, ale wrzuta mocno irytuje mnie spamem i korzystanie z niej męczy moje biedne oczy).

Krępulec:
Możemy dla uproszczenia nazwać go ‚polską wersją Ghosts of Breslau’ (w sensie przynależności elementów wojennych wykorzystanych w utworach, nie narodowości samych autorów, bo i GoB jest polskim zespołem). Będzie to mocne uproszczenie, ale niekoniecznie względem treści – już w pierwszym utworze (załączonym poniżej) wita nas znana piosenka zaczynająca się od słów „My ze spalonych wsi (…)”. Nie będę się rozwodził na temat zespołu, bo ich image coś mi zalatuje skrajnym nacjonalizmem (mam nadzieję, że się mylę). Ale do sesji z rodzimymi motywami wojennymi nadaje się doskonale.

The People’s Republic of Europe:
Duński zespół, który sam siebie określa jako *głeboki wdech* „powernoise/rhytmic industrial/darkambient” *wydech*. Po pierwszym ponownym przesłuchaniu ich płyty „Among the ruins” (niestety jedynej jaką dysponuję; od „Wujka Google” i ze strony zespołu wiem, że stworzyli całkiem sporo muzyki, jednakże z braku czasu ostatecznie zrezygnowałem z przekopywania się przez nią; zdradzę za to, że mają czarnoskórego wokalistę i kobietę na klawiszach) muszę przyznać, iż to bardzo trafiona kombinacja, jeśli chodzi o przynależność „międzygatunkową” ich muzyki. Jeśli chodzi o jej odwołania historyczno-wojenne, to są one wręcz przeciwne do Ghosts of Breslau i Turbund Sturmwerk. Większość z was już wywnioskowała to zapewne z nazwy zespołu, jego muzyka odwołuje się do czerwonego totalitaryzmu i wykorzystuje wyprodukowane przezeń nagrania. Mnie ciarki przeszły, kiedy w jednym z utworów usłyszałem głos oficjela odczytującego jakieś zarządzenie komitetu centralnego KPZR. Brrrrr… Sugestywne i niepokojące, szczególnie w zestawieniu z muzyką agresywnie industrialową i niekiedy rażącą w uszy (ale nigdy dysharmonijną, o dziwo). Jednakże czytanie z zarządzeń komitetu okazało się być niczym w porównaniu z szokiem jaki odczułem, kiedy po otępiającym i monotonnym wstępie industrialowym usłyszałem coś jeszcze gorszego dla każdego Polaka z jakąkolwiek świadomością historyczną – nie będę robił wam niemiłych niespodzianej i zdradzę, że nagranie osadzone jako oś tego utworu zaczyna się od słó „Nadeszła godzina ciężkiej próby (…)”
Wykorzystanie muzyki TPRoE jest równie problematyczne, jak w przypadku pozostałych utworów. Tematyka i symbolika nie pasuje zupełnie do nie związanych z nią sesji i będzie w takiej sytuacji razić. O wiele lepiej sięgnąć po bardziej typową muzykę. Ale jeśli gdzieś w tle powiewają czerwone sztandary, a wy chcecie swoich graczy zaniepokoić i zdeprymować, to jest to dobry wybór.

To tyle jeśli chodzi o muzykę „militarną”. Mam nadzieję, że nie wystraszyłem was na dobre. Mogę tylko obiecać, że teraz będzie z górki jeśli chodzi o przystępność materiału muzycznego. W następnym odcinku Kociej Muzyki poopowiadam co nieco o zgromadzonych przeze mnie zbiorach muzyki dopasowanej do sesji Fantasy. Spodziewajcie się dużej ilości muzyki i mniejszej tekstu – większość z zespołów z listy „Fantasy” reprezentuje i broni się sama, mieczem, toporem i śpiewem. :)

Kocia Muzyka – Głos Pierwszy na Płocie

I – Disclaimer: Ten wpis (port z poltera, ‚we don’t go there anymore‚) czyta się najlepiej słuchając Dachowego Songu z rodzimej wersji musicalu Koty. Serio. A najlepiej najpierw posłuchać, potem czytać.  :)

Od ostatniej notki minęło sporo czasu, w trakcie którego szkice kolejnych wpisów powstawały, wypalały się i gasły. Niewiele pomysłów przeżywało konfrontację z brutalną rzeczywistością planowania, zbierania materiałów i w końcu pisania. Część z nich zapadła w śpiączkę, czekając na lepsze czasy, tudzież brak internetu (i LoLcatów!), żeby wypłynąć na powierzchnię i w reszcie przepoczwarzyć się w coś przypominającego notkę. Niestety, Jade musiała znowu przerwać to słodkie lenistwo pisząc coś bardzo dźwięcznie sensownego. Wypada odpowiedzieć echem, może zawierającym mniej pięknych głosów, ale także obfitującym w linki i krótkie opisy wybranych pozycji. Oczywiście, to nie wszystko, bo na liście brakuje trzech kategorii, które zosaną uzupełnione w późniejszym czasie (o ile nie pokonam wrodzone i pielęgnowane przez lata lenistwo) – Klimatu (odpowiednio: Fantasy, Wojenne, Groza) i Ścieżek Dźwiękowych (odpowiednio: z Filmów, Anime i Gier komputerowych), oraz Mieszanki Specjalnej, do której trafi to, co nie zmieściło się w innych kategoriach. Tym, którzy jeszcze nie ziewają życzę miłego czytania i słuchania i zapraszam do komentowania i dyskusji.

W kategorii ‚Inspiracje’, która pójdzie na pierwszy ogień znajdziecie głównie muzykę, która w mniejszym, lub większym stopniu nadaje się jako tło dla sesji, ale przede wszystkim kojarzy mi się z RPG ze względu właśnie na bycie inspiracją dla konkretnych projektów, czy gatunków grania. Pozwoliłem sobie podzielić ją arbitralnie na dwie podkategorie – Lekkie i Ciężkie – bo w ten sposób łatwiej się czyta, a i zebranie podobnych klimatów razem wpływa na odbiór i porządek w tekście.

II – Inspiracje: Lekkie

Blackmore’s Night: Duet folk-rockowy utworzony przez wokalistkę Candice Night i gitarzystę Ritchiego Blackmore jest chyba najmocniejszym nawiązaniem do notki Jade, która (znowu) zmotywowała mnie do spisania swojej kolekcji ‚muzyki sesyjnej’. Blackmore’s Night słuchałem zwykle naprzemiennie z Enyą i Loreeną McKennit pracując nad kampanią do Earthdawna i notatkami do różnej maści projektów fantasy. Bez linków – wierzę w wasze google fu (a tak naprawdę, to ciężko mi wybrać coś, co bardziej lubię od innych utworów).

OSI: Grająca rock progresywny grupa ze Stanów Zjednoczonych, której utwory towarzyszyły mi zwykle podczas pisania materiałów do kampanii WoDowych i jednego, czy dwóch tekstów (prawie skończonych), które powędrowały do szuflady (tak nazywa się folder, w którym leżakują niedokończone kocie teksty), kiedy zaatakowały płodozmiany i dokonano aborcji kilku działów. Ironiczne, zważywszy na wydźwięk niektórych utworów… Mogę polecić chociażby tytułowy utwór z debiutanckiej płyty Office of Strategic Influences (zatytułowany co prawda OSI, ale nie wypada pisać ‚nazwowy’), czy naprawdę rewelacyjny Microburst Alert.

Ścianka: Ścianka to czysty, radosny rock(jak się okazuje, może nie taki czysty na niektórych płytach, ale też fajny), który odkryłem bardzo wcześnie, jeszcze przed rozpoczęciem gromadzenia muzycznych zbiorów w formie cyfrowej. Swego czasu udałem się na koncert grupy Myslovitz odbywający się w cegłogrodzie, gdzie Ścianka grała support. Momentalnie ‚gwiazda’ wieczoru została zapomniana, a ja dołączyłem do skandujących o bis. Ścianka bisowała trzy razy, a ‚gwiazda’ zlazła łaskawie ze sceny po odstawieniu ‚szoł’ z efektami świetlnymi nie żegnana nawet brawami. Ciekawostka: podczas tego koncertu wystąpił również tytułowy  Latający Pies (latający po scenie).

Roger Subirana: Znalezisko z czasów, kiedy intensywnie eksploatowałem Jamendo w poszukiwaniu czegoś ciekawego do posłuchania. Strzał w dziesiątkę, bo twórczość Rogera jest naprawdę lekka, łatwa i przyjemna w słuchaniu. Bez rewelacji i zachwytów co prawda, ale wpada w ucho i zostaje w pamięci na dłużej. Linków nie będzie (no dobrze, jedna próbka: Disbey Ke), ponieważ na Jamendo można pobrać za darmo wszystkie jego albumy. Polecam.

Tides from Nebula: Jeden z najnowszych instrumentalnych zespołów z mojej kolekcji, który odkryłem dzięki uprzejmości przyjaciółki i niegdysiejszej graczki z drużyny. Polski, dość świeży zespół, który przyjaciółka nazwała „kosmicznym rockiem”. Podczas gdy faktycznie kwalifikowany jest jako post-rock to nawiązania w tytułach (Higgs Boson, It takes more than one kind of telescope to see the light), nazwa zespołu i sam wydźwięk ich muzyki jest zaiste kosmiczny. Można go spokojnie zaszufladkować jako doskonałą muzykę do nie-space operowych sesji S-F, a obie dotychczas wydane płyty są naprawdę świetne. No i zatytułowali jeden ze swoich lepszych utworów  Purr, co zdobywa dodatkowe punkty kociej aprobaty.

III – Inspiracje: Ciężkie

Blind Guardian: Niemiecki power metal po angielsku, z dedykacją dla Enei, która mnie nim wiele lat temu zaraziła. Dość popularny zespół, stąd nie będę się nad nim rozwodził zbytnio – wystarczy, że napiszę iż wydali płytę, która w całości jest swego rodzaju muzyczną ekranizacją połowy Silmarilionu (Zatytułowana jest Nightfall in Middle Earth, tytułowy utwór w linku, dorzucę też mój ulubiony Into The Storm. Ostatnio coś jeszcze wydali ponoć, ale niestety nie miałem jeszcze okazji się z tą płytą zapoznać. Może czas najwyższy?

Therion: Kolejny czarny koń (wilk?), którego muzyka ewoluowała przez lata, poczynając od growlowania i łomotania w instrumenty (ich pierwsza płyta zatytułowana jest *wdech* „Beyond the Darkest Veils of Inner Wicked” *wydech*, ale miało to też swoje dobre strony, jak chociażby utwór z płyty Beyond Sanctorum zatytułowany Cthulhu*), przez kultowe, ciężko-melodyjne dzieła z przełomu wieków (płyty Theli, Vovin, czy Crowning of Atlantis), aż po tematyczne i pomysłowe płyty z obecnego już stulecia (jak Secret of the Runes, czy Gothic Kaballah). Ze względu na mnogość utworów, które zasługują na zalinkowanie, rzucę czymś nietypowym (jeśli w przypadku Theriona można o tym mówić) – Under Jolly Roger.

Megadeth: Megadeth jest jednym z lepszych zespołów metalowych, przyćmionych przez Metallicę, ale nadal wartym uwagi (nie grają nu metalu i nie spoczęli na laurach raczej). Pamiętam, że słuchałem go dużo więcej, niż Metalliki (za wyjątkiem S&M może, ta płyta jest rewelacyjna) i dużo bardziej przypadł mi do gustu za czasów machania piórami. Teraz pomaga mi w pracy nad kampanią do maga, co może nie wyjść na zdrowie bohaterom graczy, biorąc pod uwagę specyfikę gatunku i tekstów Megadeth. Przy okazji pisania tej notki zapoznałem się z nową płytą z zeszłego roku i wydaje się być odrobinę spokojniejsza, niż poprzednie. Ale tradycyjnie ma na koniec balladę z wpadającą w ucho gitarą – 13

Rammstein: Rammsteina także nie trzeba czytelnikom przedstawiać. Moje wrażenia ze słuchania ich muzyki zawsze były mocno mieszane. Z jednej strony grają bardzo fajnie i mocno, a z drugiej nie podoba mi się ich ich image i tendencja do pisania obleśnych tekstów. Na szczęście moja znajomość języka Goethego z roku na rok słabnie z braku użytkowania. Rammstein został z powodzeniem użyty jako tło sesyjne, jednakże nie przeze mnie – Sethariel wykorzystał utwory Der Meister i bodajże Zerstören jako tło muzyczne do walki z wyjątkowo paskudną odmianą Robaczywca (Horrora z ED, do zakwalifikowania jako maszynka do mielenia Adeptów – ma Zdzieranie Skóry, skasował drużynę antagonistów która nas tropiła w dwie rundy, a skubańcy mieli 2-4 kręgi więcej od nas). Przy dobrej selekcji i bez znających niemiecki w drużynie może się z powodzeniem udać wykorzystanie Rammsteina, ja jednak wolę mniej obraźliwych dla mojego gustu kawałków słuchać dla cięższych i mocniejszych inspiracji. Ponownie, co nieco w WoDzie i dwie, czy cztery postaci do Maga powstały pod wpływem tegoż zespołu. Es ist nich so schlecht…

Within Temptation: Niektórzy przyrównują ten zespół do Nightwisha (swoją drogą –  Wishmaster w najlepszej wersji), ja jednakże uważam Within Temptation za o wiele lepszy. Nie jestem krytykiem muzycznym, ale najzwyczajniej w świecie wydaje mi się on bardziej autentyczny i przemyślany, niż jarmarczny Nightwish, szczególnie że wokalistka tegoż zespołu ma głos, który mnie zwyczajnie męczy, co nie zdarzało się przy Within Temptation. Jako próbka i bonus (unintentional fanservice!),  Stand my Ground, który zainspirował (wspólnie z innym kawałkiem, ale o tym sza, bo za wiele by zdradził, a ja to jeszcze kiedyś poprowadzę) pewną sesję, którą poprowadziłem na ostatnim (chyba) Trójkoncie.

To tyle na dziś. Ciąg dalszy zapewne nastąpi, będzie muzyka przywołująca Godwina, będzie fantastycznie, magicznie, wojennnie i groźnie. Nie będzie Vegetarian Progressive Grindcore Metalu i muzyki filmowej i z gier, to jeszcze później…

I na koniec dla tych, którzy przetrwali i nie odpadli w trakcie czytania i/lub słuchania, niespodzianka – jeden z luźnych utworów, które jakoś zaplątały mi się na dysku bez kontekstu i widocznej przyczyny, ale przetrwały liczne czystki i perypetie parapetowe.

* Niechcący w pierwszym drafcie zamknąłem taga w tym linku jako ‚< /cthulhu > ‚. Fhtagn!

EDIT: Przepraszam za niejednolite linki, ale nie wszystkie zespoły mają wpisy na Wikipedii, a niektóre z nich mają też drapieżne kompanie muzyczne, które oprócz wydawania ich zwalczają zaciekle wrzucane na TyTubę utwory.

Historie znalezione w Sieci #1

Dawno dawno temu znalazłem ten dość oryginalny komiks netowy gdzieś w odmętach Sieci. Potem słuch po nim zaginął, a ja podirytowany zrezygnowałem z bezskutecznych poszukiwań… Dopiero ostatnio znalazłem go zupełnym przypadkiem, zauważając znajomą nazwę na liście linków pomniejszego (i dość słabego) komiksu.

JobGoblin to opowieść o awanturniku, który stał się jednym z potworów na które polował i szuka sposobu na odwrócenie tego stanu rzeczy. Jak się okazuje, nie tylko on jeden…

Bardzo charakterystyczna kreska, sugestywne kolory dobrze oddające nastrój opowieści. Dobra fabuła i ciekawi bohaterowie. Chciałbym zagrać w coś takiego, bo całość aż ocieka eRPeGami, włącznie ze scenami walki. Odwrócenie ról to coś, co już było – chociażby w Goblins, jednym z bardziej znanych fantastyczno-eRPeGowych komiksów. JobGoblin jest jednak czymś zupełnie innym, nie zabiegającym o czytelników i nie atakującym z każdego zakątka fantastycznej sieci bannerami i linkami. Coś nowego-starego, a jednak niezaprzeczalnie świeżego i wartego polecenia.

Inspiracje #1 – Strażnicy Zaginionej Doliny

Strażnik spośród Jeźdźców Wiatru

Jednym z serwisów, które regularnie przeglądam jest DeviantArt. Wbrew nazwie można tam znaleźć nie tylko śmieci związane z różnymi, czasami naprawdę niesmacznymi fetyszami, takimi jak chociażby furry. Warto z niego korzystać, można tam bowiem znaleźć konta ogromnej liczby artystów, szczególnie tych związanych z fantastyką i grami fabularnymi.

Jednym z tych, których dzieła potrafią zachwycić i zainspirować jest Sandara, rysowniczka z Singapuru. Powyższy rysunek jest jej najnowszym dziełem i posłużył mi właśnie jako inspiracja dla poniższego szkicu…

Strażnicy Zaginionej Doliny

Zaginiona Dolina jest jedną z nielicznych stałych placówek, jakie posiadają siły zbrojne Iopos poza najbliższymi okolicami miasta. Ukryta między wyjątkowo nieprzyjaznymi szczytami jest niedostępna w inny sposób, niż z powietrza. Dolinę w której się znajduje została wyżłobiła jedna z wartkich górskich rzek, znikających w czeluściach ziemi zupełnie bez śladu na drugim jej krańcu. Strażnica została założona kilkanaście lat temu, w celu zbierania informacji na temat powietrznych szlaków handlowych z Jerris, działań trolli z przymierzy Ognistej Łuski i Poszukiwaczy niebios, oraz t’skrangów z Domu Ishkarat. Obecnie priorytetem jest dlań śledzenie okrętów z Jerris wyruszających w stronę Travaru, oraz zwiadowczych statków Therańskich, które coraz częściej zapuszczają się w te okolice. Z całą pewnością Denairastowie chcieliby wiedzieć co skłania therańską marynarkę do ryzykowania lotów między terytoriami przymierzy Kryształowych Łupieżców…

Placówka składa się z niezbyt wysokiej wieży strażniczej, oraz kilku budynków wzniesionych u jej stóp. Pod wieżą znajduje się niewielki labirynt korytarzy i pomieszczeń,  w większości niewykorzystanych. Pochodzą one jeszcze sprzed pogromu, kiedy dolina była miejscem zamieszkałym i pełnym życia. Samą wieżę wzniesiono na fundamentach budowli, która najprawdopodobniej była przeznaczona do cumowania powietrznych okrętów, które przybywały tu by handlować z mieszkańcami doliny. Prócz tych fundamentów pobieżny zwiad ujawnił ślady kilku kopalń i ledwie widoczne ruiny przedpogromowej osady. Zwiadowcy sugerowali, że z całą pewnością gdzieś w okolicy musi być ukryty nieznany badaczom Kaer, jednakże informacje na jego temat nie były dostępne w archiwach Iopos.
Nieopodal umieszczono solidną kamienną platformę, na której lądują najważniejsi członkowie załogi Strażnicy – krzepkie górskie gryfy, wraz ze swoimi jeźdźcami. Są one o wiele większe, silniejsze i bardziej wytrzymałe niż ich Barsawiańscy kuzyni – pochodzą najprawdopodobniej z terenu dawnego królestwa Shosary. Dzięki temu mogą one bez trudu nosić jeźdźca i lekki pancerz chroniący najbardziej wrażliwe punkty.

Załoga Strażnicy składa się aż z dziewięćdziesięciu dwóch Dawców Imion. Trzydziestu sześciu z nich to zbrojni, stanowiący trzyzmianową załogę wieży. W każdej zmianie znajduje się trzech Adeptów – Łucznik, Wojownik lub Fechtmistrz, oraz Dowódca Zmiany. Trzej Dowódcy Zmian to:

  • Fistarg Twardoręki. Potężny Troll Zwiadowca, który dowodzi również wędrującymi po górskich ścieżkach patrolami pieszymi. Swój przydomek zawdzięcza on kryształowej protezie, którą zastąpił utraconą prawą dłoń.
  • Bannus Efimus, Człowiek Wojownik. Therański renegat, którego lojalność wobec Iopos jest zadziwiająco niezachwiana. Sprawuje on również funkcję „oficera politycznego” placówki.
  • Sariala’nne Łamiąca Ciernie. Elfka Złodziejka pałająca gorącą nienawiścią do mieszkańców Krwawej Puszczy. Jej dawna przynależność do gangu Vistrosha z Kratas wydaje się być tego przyczyną.

Drugą grupę stanowią dwa tuziny zwiadowców, którzy w trzyosobowych grupkach na zmianę patrolują okoliczne szczyty, a także zaopatrują placówkę w świeże mięso, ryby, orzechy i zioła. Jest wśród nich kilku adeptów, ale żaden z nich nie osiągnął jeszcze Trzeciego Kręgu.

Najważniejszym z oddziałów z całą pewnością są Jeźdźcy Szarego Wiatru. Są to dosiadający górskich gryfów zwiadowcy i agenci do specjalnych zadań, elitarna jednostka będąca na usługach Powierników Zaufania. Dowodzeni przez Mordekaia Skrwawionego, pokrytego bliznami Człowieka Powietrznego Żeglarza, żyjącego jedynie dzięki licznym Amuletom Krwi. Pała on niezwykłą nienawiścią do Throalu, gdyż spora część jego ran pochodzi z czasów gdy służył królestwu jako Poszukiwacz Przygód.
Wśród jeźdźców tylko Mordekai, oraz jego dwóch poruczników nie są elfami*. Są to Takkai i Tekkai, dwoje wietrzniackich bliźniaków. Jedno z nich podąża dyscypliną Powietrznego Zwiadowcy, zaś drugie Władcy Wiatru. Niestety, ze względu na ich uderzające podobieństwo i zwyczaj noszenia identycznych strojów nie da się ich odróżnić – jedynie Mordekai zdaje się być do tego zdolny.
Jeźdźcy składają się z samych Adeptów na kręgach Czeladnika, którzy prócz więzi krwi ze swoimi wierzchowcami składają jako Grupa przysięgę na wierność klanowi Denairastów i Powiernikom Zaufania. Zgodnie z przewidywaniami, rotacja wśród jeźdźców jest dość duża i z pierwszej jednostki pozostaje jedynie Mordekai i jego dwoje poruczników, jednakże nowi rekruci pojawiają się bardzo szybko…

Spośród pozostałych 20 Dawców Imion większość to personel pomocniczy, wraz z Dowódcą strażnicy i jego doradcami. Dowódcą jest jeden z Powierników Zaufania, zawsze w towarzystwie dwóch, lub trzech przedstawicieli tej grupy. Zmienia się on co pół roku, czasami częściej. Jak do tej pory żaden spośród członków załogi Strażnicy nie zdołał dowiedzieć się dlaczego… i przeżyć.

* Elfy jako niezwykle zwinne i obdarzone bystrym wzrokiem, a także bardzo lekkiej budowy znakomicie sprawdzają się jako jeźdźcy gryfów.